Polak - drogowy cham czy PAN?

01.09.2016 15:55

Według słownikowej definicji samochód to pojazd na kołach napędzany silnikiem, służący do przewozu osób lub ładunków. Natomiast według definicji wielu ludzi samochód to pojazd na kołach napędzany silnikiem, służący podkreśleniu swojej pozycji społecznej (tej rzeczywistej, bądź będącej wytworem rozbuchanego ego) lub doskonały sposób na przedłużenie męskości.

 

 

 

 

 

Na polskich drogach pojawia się więc coraz więcej aut, zwłaszcza tych klasy premium sprowadzanych zza zachodniej granicy. Może nie są one “igłą”, może i dużo palą, może i mało praktyczne, ale Panie! Jakie wrażania wywołują… rzecz jasna na znajomych.

Przyczyny takiej postawy należałoby się dopatrywać w wypracowanej przez wieki polskiej mentalności.

 

 

Marka ma znaczenie

Bez gwiazdy nie ma jazdy, w Hondzie lepiej niż na wielbłądzie, każdy król polskiej wsi jeździ Golfem w TDI, a kierowcom BMW zaleca się montaż drzwi z plexi, aby paski na dresie były lepiej widoczne. Z kolei zasada 3F mówi o tym by nie kupować Fordów, Fiatów i francuzów. Takich powiedzeń odnoszących się do marek samochodów można znaleźć wiele i choć humorystyczne, to w pewien sposób obrazują to, w jaki sposób postrzegani są właściciele konkretnych marek i modeli samochód.

 

A dla Polaka nic nie jest tak ważne jak zdanie najbliższych… sąsiadów.


Jak zauważa Gazeta Wyborcza takie myślenie wywodzi się jeszcze z podziału klasowego w dawnej Polsce, kiedy to każdy szlachcic swego konia posiadał, natomiast mniej zamożny chłop musiał się zadowolić tzw. pracą własnych nóg. Szlachecka godność nie pozwalała przemieszczać się pieszo, stąd nawet na krótką drogę pan na koniu jechał.


I dziś panowie spod klatki bloku swego do pobliskiego warzywniaka konie mechaniczne uruchamiają, aby kilka metrów pokonać, jednak godność pańska szkapą jeździć nie pozwala. Toż to taka uwagi nie zwróci, serca sąsiedzkiego nie ukłuje. Stąd zamiast kompaktowego auta, Polak limuzynę mieć woli. Zagramaniczną. Choć czasem wiekową i z niemałym przebiegiem. W końcu sąsiad z okna przebiegu nie dopatrzy, a znaczek na masce z pewnością już przyuważy.

 

 

Pierwszeństwo należy do tego, kto ma większy samochód

W Polsce złych kierowców nie ma. Każdy jest znawcą przepisów, a miny zasiadających za kółkiem aż zdają się krzyczeć, że Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza! (cyt. z filmu Dzień  Świra). 

 

Dlatego Polak wchodząc do auta staje się mądrzejszy od przepisów (Co za idiota ten znak tu ustawił!), od innych kierowców (Patrz jak jedziesz!), od policji (Panowie chyba coś źle zmierzyli) i co gorsza niekiedy czują się w moralnym obowiązku pouczania innych użytkowników drogi. Drwiąc z tych, których uważają za gorszych od siebie, czyli posiadaczy mniej spektakularnych modeli lub …. o zgrozo, rowerzystów! Tych ostatnich traktując z wyjątkowo dużą pogardą, co jest związane z buntem przeciwko panującym przepisom. Toć to nie przystoi, by osobie samochodu nie mającej, więcej praw przysługiwało i tym samym, by jakiś tam rowerzysta pańską wolność ograniczał.

 


I chociaż co niektórzy kierowcy nigdy się do tego nie przyznają i będą bronić dokonanego zakupu hisotriami o własnych potrzebach, to prawda jest taka, że gdy zatrzasną za sobą drzwi samochodu (otrzepując wcześniej słomę z butów) czują się jak królowie szos, a nagrodą jest dla nich zazdrosne spojrzenie zza kuchenej firanki. Niestety takie mniemanie o własnej wartości, choć wzbudzać może uśmiech na twarzy, to może się przyczynić do niebezpiecznych sytuacji na drodze.

 

Jeżeli ciekawi Cię, jakim typem kierowcy jesteś, rozwiąż nas test!

Zapisz komentarz

  • (will not be displayed)

* Required Fields



« Back